Wyspa psów (2018)

Reż. Wes Anderson

Data premiery: 20 kwietnia 2018

Kamila Żyto

Twórczość Wesa Andersona, największego (obok Tima Burtona) ekscentryka współczesnego kina, nieustająco dzieli krytyków i widzów. Po premierze każdego kolejnego filmu, zwłaszcza ci pierwsi, wytaczają ciężkie, choć wciąż te same działa. Wysmakowane wizualnie, plastyczne filmowe kadry, dbałość o szczegół, o kolory, o kompozycję (obsesyjnie symetryczną i zbalansowaną) budzą zachwyt estetów, miłośników formy, wszystkich tych, którzy wierzą w obraz, a nie rzeczywistość i oczekują od kina przede wszystkim wzrokowej uczty. Brak pogłębionej psychologii, schematyczność fabuły, przewidywalność dramaturgii, uboga treść, intelektualna płycizna to tylko niektóre z zarzutów, jakie padają z ust oponentów Andersona. Ci postrzegają go jako reżysera efektownego, ale nie efektywnego i dawno stracili nadzieję, że w ładnym opakowaniu, które serwuje, znajdą jakieś ukryte, niejednoznaczne (najlepiej zahaczające o filozofię) sensy.

Wyspa psów, druga w dorobku artystycznym Andersona [po Fantastycznym Panu Lisie (Fantastic Mr. Fox, 2009)] animacja poklatkowa, pewnie znów podzieli widzów. Nie wszystkich jednak, tylko tych najbardziej zagorzałych i zajadłych, którzy rzucą się – jak psi bohaterowie w filmie – w wir walki, tyle że na słowa i argumenty, nie kły i pazury. Jedno jest pewne: nad dyskusją uniesie się chmura kurzu, która nieprędko opadnie, i to z całą pewnością dziełu Andersona nie zaszkodzi. Większość publiki wyjdzie z filmu ukontentowana, bo to chyba najbardziej „koncyliacyjny” obraz tego reżysera, w którym balans między formą a treścią, obrazem a przekazem wydaje się doskonały.

Zacznę od warsztatu, bo ten – jak to u Andersona – broni się sam. Aktorzy – plejada gwiazd (poczynając od Edwarda Nortona i Billy’ego Murraya na Tildzie Swinton i Scarlett Johansson kończąc) niespotykana w wypadku „niszowej” i ostentacyjnie „artystycznej” animacji – oraz utalentowani animatorzy bez wątpienia przyczynili się do tego, że historia wzrusza i wciąga, ale przede wszystkim zachwyca dopracowaniem szczegółów. Hipnotyczne głosy amerykańskich gwiazd oraz japońskich aktorów (wspieranych przez Yoko Ono) sprawiają, że psi świat tętni życiem oraz niemal pachnie ciepłem sierści nonszalancko powiewającej na wietrze. Los, który spotyka zwierzaki, odbijający się w wypełniających ich oczy łzach, znajduje swoje odzwierciedlenie w scenograficznym tle, urozmaiconym i niezwykle sugestywnym. Wysypisko śmieci, gdzie żyje czworonożna wataha, przybiera wyjątkowo fantazyjne kształty i mogłoby stać się areną dystopijnego science fiction [widoczne są tu wpływy legendarnego animatora Hyao Miyazakiego [Kisiężniczka Mononoke (Mononoke-hime, 1997), Spirited Away: W krainie Bogów (Sen to Chihiro no Kamikakushi, 2001).

Inny charakter wizualny ma hieratyczne Megasaki, azjatycka metropolia zamieszkana przez „złych” ludzi, którzy swoich futrzastych przyjaciół skazali na banicję, wygnanie, wieczne potępienie. Tu z kolei więcej jest schematyzmu w reprezentowaniu japońskiej kultury. Kształty są proste i geometryczne, kolory jasne i stonowane, przestrzeń uporządkowana, momentami sterylna. Wszystko to sprawia, że na tytułowej Wyspie psów życie jest niebezpieczne, ale ciekawe, w mieście poddane kontroli, zorganizowane, uładzone i – co za tym idzie – dla widza jakoś mniej atrakcyjne.

Oczywiście, Andersonowi oberwie się za ten schematyzm, za wykorzystywanie nie tylko wizualnych, ale i myślowych stereotypów, za powierzchowne traktowanie tradycji Kraju Kwitnącej Wiśni i jego mieszkańców. Po pierwsze, faktycznie Japonia staje się symbolem nietolerancji, krajem zafascynowanym technicyzacją oraz skłonnym do ulegania kultowi jednostek. Po drugie, jej kultura zostaje sprowadzona do kilku dobrze znanych (co nie oznacza rozumianych) elementów, takich jak haiku, sumo i sushi, przynajmniej tak sprawy się mają z punktu widzenia Europejczyków czy Amerykanów[1]. Ale trzeba pamiętać, że reżyser nie aspiruje do zgłębiania mentalności Azjatów, jednocześnie „powiedzieć, że film Anderson dehumanizuje Japończyków, to założyć wyższość angielskojęzycznej widowni”[2] . Warto dodać, że równie schematycznie wypada postać amerykańskiej nastolatki prowadzącej w imieniu szkolnej gazetki śledztwo w sprawie zaginięcia małego pilota Atariego (film dziennikarski!). Zgodnie z konwencją teens movie, dziewczyna zakochuje się w bohaterze. Są więc w filmie inne (oprócz kulturowych) schematy, np. gatunkowe czy fabularne. Wątek miłości kundla i rasowej suczki to nic innego jak nawiązanie do Disnejowskiego Zakochanego kundla (Lady and the Tramp,1955), a motyw wysypiska śmieci pojawił się w animacji Disneya i Pixara Wall-E (2008). Główna intryga zaś (historia chłopca, który poszukuje swojego zaginionego psa) to przewrotna wariacja na temat Lassie wróć (Lassie Come Home, 1943) Freda Wilcoxa. Nie chodzi więc o stygmatyzowanie Innego czy kolonizowanie Japonii, lecz o odwołanie się do konwencji, wątków, które znają zwłaszcza młodsi widzowie.

Film Andersona – na jednej z płaszczyzn – to ujmująca i niepozbawiona wydźwięku etycznego historia przeznaczona dla dzieci w wieku szkolnym (od klasy IV poczynając – przyp. red.). Są tu tematy, które pojawiają się w lekturach najmłodszych uczniów, stąd pewne uproszczenia oraz odwołana do archetypicznych wzorców kulturowych. Wyspa psów opowiada o walce dobra ze złem, jest egzegezą przyjaźni, pokazuje siłę braterstwa i solidarności, porusza ulubiony temat reżysera, czyli kwestię rodzinnych więzi. Jesteśmy szczerze wzruszeni relacjami, jakie łączą Atariego i Ciapka, kibicujemy chłopcu, gdy stopniowo, krok po kroku „oswaja” Szefa, ponadto można dostrzec pokrewieństwa z Małym Księciem Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. Film Andersona to wdzięczny temat do rozmowy z uczniami młodszych klas o tym, co w życiu najważniejsze i o emocjach. Zawiera on jednak także, jeśli nie przede wszystkim, refleksję na temat mechanizmów władzy i nadużyć, do których może ona prowadzić. Burmistrz Megasaki Kobayashi to skorumpowany i zdeprawowany polityk, który manipuluje opinią publiczną. Jego rządy zdają się trwać tak długo, że nikt już nie dostrzega kłamstw i oszustw, zwłaszcza że dokonywane są one na zaskakująco dużą skalę, za pomocą mediów i bez zahamowań. Potulni mieszkańcy nie widzą kryjących za fasadą praworządności i dokonywanych w imię dobra ogółu matactw, uprawiania prywaty przez osoby stojące u steru władzy, ich pychy i próżności. Anderson opowiada, jak łatwo pod przykrywką demokratycznych działań realizować własne egoistyczne interesy. Schemat wygląda znajomo. Jako pierwszy ofiarą Kobayashiego pada naukowiec należący do opozycji i niezgadzający się na eksterminację psiego rodu. Intelektualistów (często okrzykiwanych wichrzycielami) należy uciszyć. Profesor wymyślił lek na psią grypę (stanowiącą pretekst „wysiedlenia” czworonogów), co zagroziło realizacji drugiego etapu planu – „eksterminacji” psiej rasy. Taki scenariusz rozwoju wypadków brzmi znajomo, ongiś zmienił bieg dziejów całego świata. Starsi uczniowie (gimnazjaliści i licealiści) z łatwością powinni wskazać wydarzenia historyczne, których echa pobrzmiewają w filmie.

Jest jeszcze i trzecia, nieuchwytna oraz trudna do wyrażenia słowami warstwa filmu Andersona. Wyspa psów pełna jest humoru, zwłaszcza ironii. Sytuacyjne żarty oraz konstrukcyjne zabiegi narracyjne dodają filmowi pikanterii i przewrotności, lekkości i celności. Anderson bawi się filmową formą oraz prowadzi grę z widzem. Głos pod japońską tłumaczkę podkłada Frances McDormand, język mieszkańców miasta nie jest tłumaczony, a szczęknięcia psów – tak, ponadto tłum rozumie amerykańską uczennicę z Connecticut, lecz odpowiada jej po japońsku, a psy? Cóż, ich dialogi są pełne dystansu do świata, a serca pełne egzystencjalnych drżeń.

[1] Ciekawą analizę pokazującą, że Anderson wyczuł jednak doskonale i uchwycił puls Japonii, a film jest pełen aluzji do zjawisk społecznych zachodzących w tym kraju i mentalności jego obywateli, przeprowadza Moeko Fujii, Amerykanka o Japońskich korzeniach. Zob. Moeko, Fijii, What „Isle of Dogs” Gets Right About Japan, New Yorker”, 13 April 2018 dostępne przez: https://www.newyorker.com/culture/cultural-comment/what-isle-of-dogs-gets-right-about-japan

[2] Tamże.

tytuł: Wyspa psów
tytuł oryginalny: Isle of Dogs
rodzaj/gatunek: animacja, komedia, przygodowy
reżyseria: Wes Anderson
scenariusz: Wes Anderson
zdjęcia: Tristan Oliver
muzyka: Alexandre Desplat
produkcja: Niemcy, USA
rok prod.: 2018
dystrybutor w Polsce: Imperial – Cinepix
czas trwania: 101 min
odbiorca: od klasy IV szkoły podstawowej wzwyż

Wróć do wyszukiwania
2018-06-05T16:53:03+00:00 sobota, 21 Kwiecień 2018|Informacje: , |
Wielkość czcionki
Kontrast