„Stop! Koniec zdjęć!”, czyli filmy,
których realizację przerwała II wojna światowa

Jarosław Grzechowiak

„Operator Roman Banach, członek ekipy filmowej Dowództwa Obrony Warszawy zatrzymał się z kamerą przy placu Trzech Krzyży, na rogu Alej Ujazdowskich. Vis à vis ustawili się operatorzy niemieccy. Nadchodziła kolumna w mundurach feldgrau. Na ostatnich trzydziestu metrach taśmy zanotował on wejście pierwszych oddziałów niemieckich do pokonanej stolicy. Tak rozpoczął się w Warszawie, trwający ponad pięć lat, okres okupacji…”[1]. Takimi słowami Stanisław Ozimek ukazuje koniec działalności grupy filmowców dokumentujących kampanię wrześniową i jej przebieg na terenie Warszawy, a co za tym idzie – koniec polskiej kinematografii przedwojennej. Tuż przed wybuchem wojny polscy filmowcy realizowali różnego rodzaju obrazy, których funkcje i cele były rozmaite – jedne miały dostarczać beztroskiej zabawy i nieskrępowanego śmiechu, inne wzruszać i prowokować do łez, jeszcze inne – umacniać poczucie patriotyzmu i przywiązania do ojczyzny. Jaka była ich treść? Kto je realizował? Które z nich, mimo okupacji, były wyświetlane w kinach? Które przetrwały do dnia dzisiejszego?

W swoim artykule chciałem prześledzić najważniejsze filmy i najważniejsze konwencje gatunkowe, w jakich realizowane były ostatnie przedwojenne produkcje fabularne. Przygotowując ten tekst bazowałem na dwóch publikacjach naukowych i kilku artykułach prasowych z dzienników i czasopism wydawanych w 1939 roku. Listy filmów, których realizację przerwała II wojna światowa, można znaleźć w drugim tomie Historii filmu polskiego pod redakcją naukową prof. Jerzego Toeplitza[2] oraz w opracowaniu Władysława Jewsiewickiego Materiały do dziejów filmu w Polsce. Zeszyt I[3]. Sporo informacji dostarczają również takie publikacje, jak Skazane na zapomnienie. Polskie aktorki filmowe na emigracji Grzegorza Rogowskiego czy Świnie w kinie. Film w okupowanej Polsce, a także przedwojenna prasa filmowa – tygodniki „Kino” i „Wiadomości Filmowe”.

Młodzi twórcy wchodzą na plan

Być może najważniejszym polskim filmem, którego realizację przerwała wojna, była ekranizacja powieści Elizy Orzeszkowej Nad Niemnem, realizowana na podstawie scenariusza autorstwa Jarosława Iwaszkiewicza, przez reżyserski duet – Karola Szołowskiego, współreżysera Strachów (1938), oraz Wandę Jakubowską, późniejszą autorkę Ostatniego etapu (1947). Film kręcony był w autentycznych Bohatyrowiczach, obsadzony był najbardziej popularnymi aktorami przedwojennymi. Rolę Jana kreował Jerzy Pichelski, Justynę – Elżbieta Barszczewska, poza tym w filmie wzięli udział m.in. Mieczysława Ćwiklińska, Wiktor Biegański, Ludwik Sempoliński, Stanisława Wysocka, Bogusław Samborski oraz – zaczynający dopiero swoje kariery filmowe – Jan Kreczmar i Jerzy Kaliszewski. Nad Niemnem miało być pokazem sprawności reżyserskiej młodych filmowców, zrzeszonych uprzednio w słynnym Stowarzyszeniu Miłośników Filmu Artystycznego „Start”. Wymyślili oni kilka interesujących rozwiązań inscenizacyjnych. Jak wspominała Jakubowska: „robiliśmy tam pierwszy w polskim kinie odjazd od zbliżenia Barszczewskiej do planu ogólnego sali balowej. Zbudowaliśmy równię pochyłą i na linach ciągnęliśmy po niej wózek z kamerą. W sześciu dublach widać było głowy pchających. Ale siódmy się udał”[4]. Premiera filmu wyznaczona była na 5 września 1939 roku – oczywiście nie doszło do niej, Jakubowska zaś zachowała w swoich wspomnieniach obraz „strzaskanej gabloty z fotosami z filmu, pod którą leżał robotnik zabity przez bombę”[5]. Nie sposób też nie wspomnieć o legendzie z zaginionymi taśmami do Nad Niemnem, które reżyserka przechwyciła, dowiedziawszy się uprzednio, że Niemcy chcą przemontować jej film i zrobić z niego antypolską propagandówkę. Pudła z negatywem trzech jej znajomych ukryło w piwnicy jednej z kamienic Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Żoliborzu. Nigdy nie zostały odnalezione.

Ukończona została również inna adaptacja – film Jerzego Zarzyckiego Żołnierz królowej Madagaskaru. Zarzycki także związany był ze Stowarzyszeniem Miłośników Filmów Artystycznych „Start”. W 1938 roku zrealizował, wraz z Aleksandrem Fordem, film Ludzie Wisły, będący hybrydą melodramatu i dramatu obyczajowego. Obraz ukazywał środowisko nadwiślańskich „wodniaków”. Żołnierz królowej Madagaskaru miał być jego pierwszą samodzielnie zrealizowaną fabułą, a także pierwszą adaptacją farsy Stanisława Dobrzańskiego i Juliana Tuwima. Intryga była prosta – główny bohater, małomiasteczkowy adwokat Mazurkiewicz, przyjeżdża do Warszawy, by prosić o rękę młodziutką Sabinę. Ta jednak wpatrzona jest w urodziwego młodzieńca Władzia Mąckiego, który jednak jest zakochany w tancerce kabaretowej Kamilli. Dalszy ciąg był istną komedią pomyłek, zakończoną oczywiście happy endem. Zarzycki obsadził film ówczesnymi gwiazdami – na ekranie pojawili się Lena Żelichowska, Mieczysława Ćwiklińska, Michał Znicz i Ludwik Sempoliński. Pojawili się, bo film, w przeciwieństwie do Nad Niemnem, wszedł na ekrany w październiku 1943 roku. Żołnierz królowej Madagaskaru, o czym świadczą dokumenty archiwalne i repertuary, był również pokazywany w 1945 i 1946 roku w niektórych kinach w całej Polsce. Nie zachował się jednak do dnia dzisiejszego – jednym z powodów mogło być nadmierne zużycie kopii w trakcie powojennych projekcji.

Do grupy filmów młodych reżyserów zaliczyć trzeba również Czarne diamenty Jerzego Gabryelskiego. Był to debiut fabularny tego twórcy, przedtem realizował on filmy dokumentalne, między innymi COP Stalowa Wola (1938), ukazujący niezwykłe korzyści, jakie miała przynieść budowa Centralnego Okręgu Przemysłowego – sztandarowej inwestycji sanacyjnej Polski. Była to propagandowa produkcja zrealizowana na zlecenie Ministerstwa Spraw Wojskowych[6], pełna licznych akcentów ukazujących potęgę naszego kraju oraz siłę robotników, ich chęć do pracy oraz świadomość przyczyniania się do rozwoju ojczyzny otoczonej z obu stron przez wrogie mocarstwa. Podobne akcenty znalazły się i w Czarnych diamentach. Janusz Skwara, krytyk tygodnika „Film”, takimi słowami opisywał fabułę: „Podstawowy konflikt rozgrywa się wokół kopalni »Mars« i jej najbliższej przyszłości. Zagraniczni właściciele postanawiają »Marsa« zamknąć, mimo że zasoby węgla są jeszcze spore. Polscy urzędnicy ze zjednoczenia skwapliwie przystają na propozycję. Niespodziewany opór wychodzi od załogi. Kierowana przez inżyniera Franciszka Nawrata – postanawia wykupić akcje od zagranicznych firm i gospodarować na swoim, zjednoczona w spółdzielnię robotniczą. Śmiała myśl zostaje podchwycona przez hutników, zatacza coraz szersze kręgi. »Będziemy pracować dla siebie« – woła inżynier Nawrat, a tysiące głosów wtóruje mu z twardą niezłomnością”[7].

Według Janusza Skwary wymowa filmu mogła być niewygodna dla ówczesnych władz, dlatego film, mimo że był gotowy już w pierwszej połowie 1939 roku, nie wszedł na ekrany. W istocie nie to było powodem, dla którego nie trafił on do kin. W marcu 1939 roku na Śląsku, podobnie jak Gabryelski, zjawił się Józef Lejtes, jeden z najwybitniejszych twórców przedwojennego polskiego kina (reżyser m.in. Dziewcząt z Nowolipek). On również chciał podjąć temat górniczy, realizując film Inżynier Szeruda oparty na powieści Gustawa Morcinka pod tym samym tytułem. Zdaniem Grzegorza Rogowskiego Lejtes skutecznie zablokował premierę Czarnych diamentów, przez co „dopiero w sierpniu cenzura przy Centralnym Biurze Filmowym dopuściła obraz na ekrany dla widzów powyżej 14 roku życia. Chwilę później wyznaczono nową datę premiery – początek września 1939 roku w warszawskim kinie Colloseum przy ul. Nowy Świat 19”[8]. Czarne diamenty miały też być wysłane na pierwszą edycję festiwalu filmowego w Cannes[9]. Po wojnie film był wyświetlany w polskich kinach, co jakiś czas również pokazywano go w telewizji.

Dla śmiechu i rozrywki

Oprócz wspomnianego wcześniej Żołnierza królowej Madagaskaru w planach albo w realizacji przed wrześniem 1939 roku było też kilka innych filmów, których najważniejszą funkcję stanowiło zapewnienie widzom godziwej rozrywki, dawki przygody, śmiechu i dobrego humoru.

W drugiej połowie lat 30. bardzo popularna na ekranie stała się para lwowskich komików – Szczepko i Tońko. Kazimierz Wajda i Henryk Vogelfänger – bo tak nazywali się aktorzy wcielający się w te role – swoje kariery zaczynali w cyklicznym słuchowisku radiowym Wesoła Lwowska Fala. Jako że audycje te cieszyły się niebywałą wręcz popularnością, dwoma komikami zainteresowali się również filmowcy. W grudniu 1936 roku na ekrany kin wchodzi pierwszy film z ich udziałem – Będzie lepiej, wyreżyserowany przez Michała Waszyńskiego. Druga komedia ze Szczepkiem i Tońkiem w rolach głównych – Włóczęgi – weszła na ekrany kin w kwietniu 1939 roku. To właśnie w tym filmie wykorzystana została słynna piosenka Tylko we Lwowie. Kiedy Włóczęgi były montowane, rozpoczęły się już prace nad kolejną produkcją z udziałem popularnych lwowiaków. Film miał nosić tytuł Serce batiara (lub Serce batiarów) i ponownie miał być reżyserowany przez Michała Waszyńskiego. Reporter dziennika „Gazeta Lwowska” anonsował: „Radiowi ulubieńcy całej Polski Szczepko i Tońko, którzy przed kilku dniami obchodzili swój 5-letni jubileusz radiowy, wyjechali wczoraj do Warszawy, gdzie rozpoczną nakręcanie nowego filmu. Akcja tego filmu toczy się w dużej części we Lwowie, tu więc nakręcane będą m.in. zdjęcia plenerowe”[10]. Poza Szczepkiem i Tońkiem na ekranie miała pojawić się piękna Ina Benita, a także Adam Brodzisz, Józef Orwid i Stanisław Sielański. Zdjęcia do filmu zostały już zakończone, ale wszystkie taśmy spłonęły podczas jednego z bombardowań Warszawy we wrześniu 1939 roku.

Wszelkie szanse na sukces kasowy miała inna produkcja rozrywkowa – Szatan z siódmej klasy. Z pewnością wielu czytelników tego tekstu zna powojenną ekranizację powieści Kornela Makuszyńskiego, wyreżyserowaną w 1960 roku przez Marię Kaniewską. Przedwojenny Adam Cisowski miał mieć twarz młodego aktora Jerzego Kaliszewskiego (po wojnie znanego m.in. z filmu Bolesław Śmiały oraz seriali Stawka większa niż życie i Polskie drogi). W roli Wandzi partnerowała mu równie młoda Wanda Bartówna, po wojnie obsadzona przez Wandę Jakubowską w filmie Ostatni etap. Poza tym na ekranie same gwiazdy – Mieczysława Ćwiklińska, Józef Orwid, Jan Kurnakowicz, Renata Radojewska i Stanisław Woliński. Zdjęcia rozpoczęły się w maju 1939 roku, latem ekipa pracowała w plenerach nad Zalewem Zegrzyńskim. Reżyserem filmu był Konrad Tom, autor takich „szlagierów” kinowych, jak Ada! To nie wypada! (1936), Ułan księcia Józefa (1937) i Zapomniana melodia (1938). Zapowiadał się więc wielki hit. Niestety, wybuch wojny przerwał pracę nad montażem zrealizowanych materiałów.

Natomiast podczas II wojny światowej weszły na ekrany kin Generalnego Gubernatorstwa dwie komedie, z których jedna była popularna również po wyzwoleniu, między innymi dzięki licznym powtórkom telewizyjnym. Pierwszy film to Ja tu rządzę w reżyserii Mieczysława Krawicza. Fabuła, oparta na sztuce Wincentego Rapackiego (syna), opowiadała o zabawnych perypetiach hrabiego Józia Lulewicza, który pragnie założyć własny teatr rewiowy, czemu sprzeciwiają się jego rodzice. Wymyślona przez niego intryga, mająca na celu zmianę tej błędnej, zdaniem Józia, decyzji, prowadzi do licznych komediowych sytuacji. W Ja tu rządzę wystąpili m.in. Ina Benita, Zbigniew Rakowiecki, Mieczysława Ćwiklińska i Władysław Walter. Wprowadzony na ekrany 23 grudnia 1941 roku film doczekał się recenzji w „Nowym Kurierze Warszawski”, której autor zauważył: „Sama fabuła filmu jest dość naiwna i sytuacje czasem są mocno przejaskrawione. (…) Zapewne nie jest to film pierwszorzędny, nie można go zaliczyć do szlagierów, ale przecież od czasu do czasu miło jest popatrzeć na coś swojskiego”[11]. Ów drugi, bardziej popularny film, to oczywiście Sportowiec mimo woli, także reżyserowany przez Mieczysława Krawicza. Na ekranie błyszczał w tym filmie Adolf Dymsza, wcielając się w rolę fryzjera Dodka Czwartka, który przez zbieg okoliczności musi udawać hokejowego mistrza Jerzego Piątka. Poza tym na ekranie same gwiazdy – Ina Benita, Aleksander Żabczyński, Józef Orwid czy Mieczysława Ćwiklińska. Ze Sportowca mimo woli, oprócz kilku zabawnych scen, pozostała przed wszystkim piosenka: „Na cześć młodości wszyscy razem/Hip, hip, hura, hip, hip, hura, hip, hip, hura!/Z całego serca, zgodnie, z gazem/Hip, hip, hura, hip, hip, hura, hip, hip, hura!/Nie wierzcie temu, że/Są krótkie młode dnie/Tak długo trwają jak kto chce!/Gdy Ci się świat podoba, góry, lasy, wody/To jesteś młody, to jesteś młody!/I wtedy z wichrem, wtedy z ptakiem idź w zawody!/Hip, hip, hura! Hura! Hura!”[12].

Wyciskacze łez

„Najpełniej (…) melodramat rozwinął się w drugiej połowie dekady [lat 30. – przyp. J.G.]: to wówczas bowiem, w ciągu czterech ostatnich przedwojennych sezonów, najlepiej odpowiadał nastrojom widowni. Kicz zapewniał poczucie bezpieczeństwa i utwierdzał w schematycznym spojrzeniu na świat. Tym bardziej, że i ten gatunek – podobnie jak komedia – wszedł wówczas w fazę warsztatowej dojrzałości i zróżnicował ofertę (…)”[13] – zauważył Tadeusz Lubelski w swej Historii kina polskiego 1895-2014. Sukcesy takich produkcji, jak Trędowata (1936; reż. Juliusz Gardan), Ordynat Michorowski (1937; reż. Henryk Szaro), Dziewczęta z Nowolipek (1937; reż. Józef Lejtes) czy Znachor (1937; reż. Michał Waszyński) utwierdzały producentów w przekonaniu, że realizując tego rodzaju filmy, łatwo można osiągnąć duże finansowe zyski. Nic więc dziwnego, że również w ostatnim roku wolnej Polski realizowano lub planowano nakręcić obrazy z gatunku melodramatów.

Jednym z takich filmów była Żona i nie żona w reżyserii Emila Chaberskiego. Była to adaptacja powieści Stefana Kiedrzyńskiego, dokonana przez samego autora, zaś kierownictwo artystyczne nad produkcją pełnił wybitny reżyser Edward Puchalski (autor m.in. pierwszej ekranizacji Trędowatej z 1926 r., z Jadwigą Smosarską w roli Stefci Rudeckiej oraz religijno-historycznego dramatu Przeor Kordecki – obrońca Częstochowy, 1934). Był to zresztą obraz realizowany dla uczczenia 40-lecia pracy artystycznej tego twórcy. Fabuła iście melodramatyczna – główny bohater, Zenon Wojnicki, traci żonę, która, zmęczona życiem z nim, wyjeżdża do Paryża. Załamany, próbuje popełnić samobójstwo, jednak nieskutecznie. Troskliwie opiekuje się nim pielęgniarka Nelly, której czułość nie pozostaje przez Zenona niezauważona. Film nie zdążył wejść na ekrany przed rozpoczęciem II wojny światowej. Swoją premierę miał 28 lutego 1941 roku. W okupacyjnej prasie ukazały się entuzjastyczne recenzje – podkreślano właściwe zabiegi adaptacyjne dokonane na pierwowzorze literackim, atrakcyjną fabułę i znakomite aktorstwo przedwojennych gwiazd, w obsadzie bowiem znalazły się takie nazwiska, jak Mieczysława Ćwiklińska, Stefan Hnydziński, Tamara Wiszniewska, Irena Malkiewicz-Domańska, Bogusław Samborski czy Igo Sym. „Film interesujący, nie płytki, oaza na tle łzawych melodramatów przedwojennej produkcji”[14] – takimi słowami zachęcał do obejrzenia melodramatu Żona czy nie żona recenzent „Nowego Kuriera Warszawskiego”.

Również podczas okupacji miał swoją premierę film Przez łzy do szczęścia w reżyserii Jana Fethkego. Jak wynika z artykułów na temat tego melodramatu, nie został on ukończony przed wybuchem wojny, ostatnie sceny nakręcono w 1940 roku, na ekrany kin Generalnego Gubernatorstwa wszedł on zaś 31 stycznia 1941 roku. Potwierdzają to umowy, zachowane w archiwum Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego, a prezentowane na portalu nitrofilm.pl, według których zdjęcia do tego melodramatu rozpoczęły się dopiero latem 1939 roku. Główny bohater Przez łzy do szczęścia, lekarz Jan Mankiewicz, prowadzi w podwarszawskim miasteczku sierociniec. Jest przywiązany do swoich małych pensjonariuszy i nie chce ich opuszczać. Gdy na jego drodze pojawi się popularna aktorka Lena, w której Mankiewicz zakocha się od pierwszego wejrzenia, stanie przed trudnym wyborem: miłość czy praca z dziećmi? I tutaj recenzenci wyrażali się bardzo pozytywnie o działaniach twórców, doceniając zwłaszcza sprawną reżyserię, doskonale poprowadzonych aktorów (m.in. Franciszek Brodniewicz, Irena Malkiewicz, Mieczysława Ćwiklińska, Stanisław Sielański i Józef Orwid) oraz, jak zanotował recenzent „Gońca Krakowskiego”, grupę „polskich »Cooganów« i »Shirley’ek« w rolach dzieci z sierocińca”[15].

Warto również wspomnieć o filmach, w których swój udział miał Tadeusz Dołęga-Mostowicz, jeden z najbardziej poczytnych pisarzy lat 30. Był on autorem scenariusza do dwóch filmów, które – realizowane w 1939 roku – nie zdążyły wejść na ekrany przed wybuchem wojny i były rozpowszechniane podczas okupacji. Pierwszy – Testament profesora Wilczura w reżyserii Leonarda Buczkowskiego – był swego rodzaju kontynuacją Znachora (1937) i Profesora Wilczura (1938; oba filmy w reżyserii Michała Waszyńskiego). Tym razem jednak nie powstał na podstawie powieści, a specjalnie napisanego scenariusza, którego głównym bohaterem był włóczęga Jemioł (Jacek Woszczerowicz). Również Dołęga-Mostowicz miał pojawić się na ekranie w roli autora. Film z taką obsadą i nawiązujący do historii profesora Rafała Wilczura, mógł liczyć na sukces kasowy. Wybuch wojny przerwał zdjęcia. Jednak, jak wspominała Tamara Wiszniewska odtwarzająca w tym filmie jedną z głównych ról kobiecych, „niemieccy okupanci nie zezwolili na produkcję filmową. Zrobili jednak dla naszej ekipy mały wyjątek i pozwolili zakończyć kilka pozostałych do nakręcenia scen »Testamentu profesora Wilczura«”[16]. Film wszedł na ekrany w styczniu 1942 roku i, podobnie jak Żołnierz królowej Madagaskaru, był na pewno wyświetlany w kinach po wojnie. Taśmy jednak nie zachowały się do dnia dzisiejszego. Drugi film, którego scenarzystą był Dołęga-Mostowicz, to Złota maska, oparta na dwóch powieści tego pisarza: Złotej masce i Wysokich progach. Reżyserem filmu był Jan Fethke, późniejszy scenarzysta Zakazanych piosenek (1946) i Ulicy Granicznej (1948).

Wróg u bram

Im bliżej było do końca lata 1939 roku, tym mniej ludzi wierzyło już, że wojny uda się uniknąć. Wtedy właśnie na ekranach kin pojawiły się filmy – przede wszystkim dokumentalne – mające jednoznaczny charakter. Cytując opisy przedwojennych dokumentów, dołączone do płyty DVD Zaczęło się w Polsce, wydanej przez Filmotekę Narodową, „głównym zadaniem tego typu produkcji było zjednoczenie ludności wokół wspólnego celu – obrony kraju. Demonstrowanie siły, licytowanie własnych możliwości militarnych oraz prezentacja groźnego wizerunku kraju miały wpłynąć na morale, zarówno cywilów, jak i wojskowych”[17]. Fabularzyści również realizowali filmy ukazujące potęgę zarówno polskiej armii, jak i przywiązanie ludności do polskości, tradycji i historii. Planowano również kilka filmów biograficznych, wzmacniających narodowe nastroje społeczeństwa. Miały one przedstawiać dzieje najważniejszych w naszej historii bohaterów, którzy oddali życie za ojczyznę.

Filmem, który w zamierzeniu miał łączyć komediową intrygę z prezentowaniem szacunku i uznania dla polskiej armii, była kolejna produkcja sygnowana nazwiskiem Romualda Gantkowskiego – Przybyli do wsi żołnierze. Tytułowa wieś znajdowała się na Ziemi Łowickiej (zdjęcia do filmu powstawały w „Złakowie Kościelnym – pokazowej wsi łowickiej, słynnej nie tylko z najbogatszych gospodarstw i wspaniałego kościoła, ale również z tego, iż stanowi ośrodek kultury regionalnej”[18]), dzięki czemu w filmie znalazłyby się również liczne sceny i ujęcia ukazujące folklor i kulturę tych terenów. Według Krzysztofa Trojanowskiego, autora publikacji Świnie w kinie. Film w okupowanej Polsce, film był realizowany siłami Polskich Zakładów Filmowych „Kohorta” oraz Wojskowego Instytutu Naukowo-Oświatowego, a jednym ze scenarzystów film był kapitan Jerzy Ciepielowski. Zaś bohaterom – cytując Trojanowskiego – tej „»uroczej komedii o żołnierskich przygodach, o złotych sercach naszych wiarusów i naszego ludu« animuszu dodawała radosna piosenka: »Marszałek Śmigły-Rydz/Nasz dzielny drogi Wódz/Gdy każe, pójdziem z nim/Najeźdźców tłuc!/Nikt nam nie zrobi nic/Nikt nam nie ruszy nic/Bo z nami Śmigły, Śmigły, Śmigły-Rydz«”[19].

Przykłady dwóch filmów innych patriotycznych to Bogurodzica (reż. Jan Fethke i Henryk Korewicki) i Życie św. Andrzeja Boboli reżyserowane przez Romualda Gantkowskiego. Pierwszy film był kontynuacją dramatu Pod Twoją obronę (1933; reż. Józef Lejtes, Edward Puchalski) opowiadającego o tragicznych losach młodego pilota Jana Polaskiego (w tej roli Adam Brodzisz). Jest on nie tylko asem sił powietrznych, ale również konstruktorem lotniczym. Jego wynalazkami interesują się obce wywiady. To właśnie agenci i szpiedzy powodują wypadek, w wyniku którego Polaski zostaje sparaliżowany. Ratuje go jednak miłość jego narzeczonej Marysi (Maria Bogda) oraz wyprawa na Jasną Górę. Tam, w wyniku modlitwy, odzyskuje władzę w nogach. Bogurodzica miała być kontynuacją tej historii, reklamowaną jako „dramat wiary, wielkiego bohaterstwa i poświęcenia”[20]. Premiera filmu zapowiedziana była na wrzesień 1939 roku. Życie św. Andrzeja Boboli było z kolei biografią tego jezuity oraz zapisem jego męczeńskiej śmierci z rąk Kozaków. Tytułową rolą miał zagrać najwybitniejszy przedwojenny aktor – Kazimierz Junosza-Stępowski, obok niego na ekranie pojawiliby się Ludwik Solski i Józef Węgrzyn. Poza tym jeden z ostatnich numerów „Warszawskiego Dziennika Narodowego” informował: „Projektowane są poza tym: film z życia Chopina i film z życia młodzieży okresu powojennego pt. »Młodzieńcze loty«”[21].

Ale w grupie tej znalazł się również trzeci pełnometrażowy film Eugeniusza Bodo – Uwaga! Szpieg!. Tygodnik „Kino” zapowiadał ten film następującymi słowami: „Jest to film na czasie, a realizację jego przypisać należy prawdopodobnie powodzeniu filmu amerykańskiego »Zeznanie szpiega«[22], wyświetlanego właśnie w Warszawie”[23]. Tydzień później, również na łamach „Kina”, ukazał się reportaż z planu filmu, kręconego na statku „Jadwiga” kursującego między Gdynią a Helem. „To trwało wszystko bardzo krótko. Do Heleny Grossówny, stojącej na górnym pokładzie statku z wyciągniętym rewolwerem w ręku, podkradł się cichutko jakiś marynarz.
Przed sekundą Grossówna powiedziała mocno:
– Ręce do góry!…
Na dole szpiedzy obcego wywiadu z przerażeniem podnieśli w górę dłonie. Marynarz z niemieckiego kontrtorpedowca był już tylko o kilkadziesiąt centymetrów od Grossówny, która trzymała szpiegów w szachu, nie spodziewając się, że ktoś w tej samej chwili zajdzie ją od tyłu”[24].

Produkcja reżyserowana przez Eugeniusza Bodo miała więc antyniemiecki charakter i ukazywała zagrożenie, jakie czyha na nasz kraj ze strony III Rzeszy. Zdjęcia do filmu realizowano w sierpniu 1939 roku. Już niespełna miesiąc później hitlerowskie armie przekroczyły granice Polski.

Zakończenie

„Powieść Lucjana Rościszewskiego pt. »Hamsin«, drukowana obecnie w jednym z pism, zostanie przeniesiona na ekran. O prawa filmowana tej powieści ubiegają się aż dwie wytwórnie rodzime.

Okazuje się, że Jadwiga Smosarska kręcić będzie jeszcze jeden film w tym sezonie obok zapowiadanego już przez nas obrazu »Życie na opak«. Ten drugi film nazywać się będzie »Niepotrzebne serce« i reżyserować go będzie Gardan”[25].

Takie rewelacyjne informacje przekazywał tygodnik „Kino” w numerze z 3 września 1939 roku. W kolejnym, ostatnim już numerze tego tygodnika, wydanym 10 września 1939 roku, zamiast fotografii i wywiadów z gwiazdami kina, reportaży z planu nowych filmów i reklam, pojawiły się zdjęcia żołnierzy walczących z hitlerowskim najeźdźcą oraz gwiazd polskiego kina kopiących rowy przeciwlotnicze.

W obsadzie nieukończonych filmów znaleźć można również nazwiska aktorek i aktorów, którzy po wojnie tworzyli polski teatr i film. I tak na przykład w filmie Uwaga – szpieg, reżyserowanym przez Eugeniusza Bodo, jedną z głównych ról, kobiety będącej niemieckim szpiegiem, miała zagrać Nina Andrycz, późniejsza „królowa polskich scen” i jedna z najwybitniejszych powojennych aktorek teatralnych. Z kolei w realizowanym przez Józefa Lejtesa filmie Hania, opartym na noweli Henryka Sienkiewicza pod tym samym tytułem, główne role mieli zagrać Jerzy Duszyński, pierwszy amant powojennego polskiego kina, znany z Zakazanych piosenek (1946) i Skarbu (1948) Leonarda Buczkowskiego oraz Jadwiga Kuryluk, która pod koniec życia zachwyciła milionów telewidzów dzięki roli matki tytułowego bohatera serialu Jan Serce (1981; reż. Radosław Piwowarski). Krzysztof Trojanowski zaś stwierdza, że w planowanej do realizacji komedii Moja mama – to ja Jana Fethkego miała wystąpić „utalentowana debiutantka – Irena Kwiatkowska”[26].

Wielu bohaterów tego artykułu nie przeżyło II wojny światowej, inni zaś po jej zakończeniu zdecydowali się na emigrację. Tadeusz Dołęga-Mostowicz zginął podczas kampanii wrześniowej. Eugeniusz Bodo zmarł z wycieńczenia w jednym z radzieckich łagrów. Igo Sym, jako niebezpieczny konfident niemiecki oraz dyrektor Theater der Stadt Warschau, został w 1941 roku zastrzelony przez podziemie. Michał Znicz w niewyjaśnionych okolicznościach, po wyciągnięciu go z getta warszawskiego, zmarł w grudniu 1943 roku. Franciszek Brodniewicz, Mieczysław Krawicz i Józef Orwid zginęli podczas powstania warszawskiego. Po wojnie nie wrócili do Polski m.in. Michał Waszyński, Józef Lejtes, Adam Brodzisz, Stanisław Sielański, Jadwiga Smosarska, Tamara Wiszniewska, Ina Benita, Lena Żelichowska, Kazimierz Wajda czy Henryk Vogelfänger. Bogusław Samborski, po występie w antypolskim filmie Powrót (tyt. oryg. Heimkehr, 1941; reż. Gustav Ucicky) wyjechał do Austrii, a następnie do Ameryki Południowej, gdzie prawdopodobnie w latach 70. zmarł.

Artykuł ten nie wyczerpuje całej listy filmów, które były realizowane lub planowane do realizacji tuż przed wybuchem II wojny. Czy byłyby to dobre filmy? Trudno powiedzieć. Przekrój tej produkcji wskazuje, że ewentualne nadzieje należałoby wiązać przede wszystkim z debiutantami lub młodymi twórcami, którzy pod koniec lat 30. dopiero zaczynali swoje kariery. Pozostałe filmy nie odbiegały bowiem od normalnego, przeciętnego poziomu polskiego kina przedwojennego. Nie oznacza to jednak, że nie warto zastanawiać się, co by było gdyby…?

Bibliografia:

Armatys Barbara, Armatys Leszek, Stradomski Wiesław, Historia filmu polskiego tom II 1930-1939, Warszawa 1988.

Jewsiewicki Władysław, Materiały do dziejów filmu w Polsce. Zeszyt I (maszynopis w zbiorach Biblioteki Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego), Warszawa 1952.

Lubelski Tadeusz, Historia kina polskiego 1895-2014, Kraków 2015.

Rogowski Grzegorz, Skazane na zapomnienie. Polskie aktorki filmowe na emigracji, Warszawa 2017.

Trojanowski Krzysztof, Świnie w kinie. Film w okupowanej Polsce, Warszawa 2018.

Czasopisma:
„Kino”

„Wiadomości Filmowe”

„Gazeta Lwowska”

„Warszawski Dziennik Narodowy”

„Nowy Kurier Warszawski”

„Goniec Krakowski”

„Film”

„Rzeczpospolita”

„Wysokie Obcasy”

Strony internetowe:
www.filmpolski.pl

nitrofilm.pl

repozytorium.fn.org.pl

stare-kino.pl

[1] Ozimek Stanisław, W kraju walczącym i okupowanym [w:] Toeplitz Jerzy (red.), Historia filmu polskiego, tom III, 1939-1956, Warszawa 1974, s. 22.

[2] Por. Armatys Barbara, Armatys Leszek, Stradomski Wiesław, Historia filmu polskiego, tom II, 1930-1939, Warszawa 1988, s. 351-356.

[3] Por. Jewsiewicki Władysław, Materiały do dziejów filmu w Polsce. Zeszyt I (maszynopis w zbiorach Biblioteki Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego), Warszawa 1952, s. 147-152.

[4] Hollender Barbara, Wywiad z Wandą Jakubowską, https://www.rp.pl/artykul/940433-Wywiad-z-Wanda-Jakubowska.html

[5] Szczerba Jacek, Wanda Jakubowska – babcia polskiego kina, https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16907975,Wanda_Jakubowska___babcia_polskiego_kina.html

[6] Por. COP Stalowa Wola, http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/10024

[7] Janusz Skwara, Czarne diamenty, „Film” 1978, nr 46, s. 21.

[8] Rogowski Grzegorz, Jak to było z premierą „Czarnych diamentów”, https://stare-kino.pl/jak-to-bylo-z-premiera-czarnych-diamentow/

[9] Por. Ibidem.

[10] Nowy film z Szczepkiem i Tońkiem, „Gazeta Lwowska” 1939, nr 28, s. 4.

[11] „Nowy Kurier Warszawski” 1941, nr 299, cytat za: www.nitrofilm.pl/strona/lang:pl/filmy/film_info/69/ja-tu-rz-dz.html

[12] Tekst piosenki Hip, hip, hura! (muz. Henryk Wars, sł. Ludwik Starski).

[13] Lubelski Tadeusz, Historia kina polskiego 1895-2014, Kraków 2015, s. 114.

[14] Stef. Kal., Ze sceny i ekranu. Kino Atlantic: „Żona i nie żona”, „Nowy Kurier Warszawski” 1941, nr 55, s. 3.

[15] Przegląd filmowy. „Przez łzy do szczęścia”, „Goniec Krakowski” 1941, nr 27, s. 6.

[16] Rogowski Grzegorz, Skazane na zapomnienie. Polskie aktorki filmowe na emigracji, Warszawa 2017, s. 351.

[17] Opis filmu Gotowość bojowa Polski przedwrześniowej (1939) dołączony do płyty DVD Zaczęło się w Polsce.

[18] H.P., Jedziemy na plenery wśród żołnierskich mundurów i łowickich pasiaków, „Kino” 1939, nr 33, s. 2.

[19] Trojanowski Krzysztof, Świnie w kinie. Film w okupowanej Polsce, Warszawa 2018, s. 14.

[20] https://filmpolski.pl/fp/index.php?film=22598

[21] Nowe filmy polskie, „Warszawski Dziennik Narodowy”, 1939, nr 220A, s. 5.

[22] Zeznanie szpiega (tyt. oryg. Confessions of a Nazi Spy; 1939; reż. Anatole Litvak).

[23] W polskim świecie filmowym, „Kino” 1939, nr 31, s. 2.

[24] S., Na statku dywersantów, „Kino” 1939, nr 32, s. 14.

[25] W polskim świecie filmowym, „Kino” 1939, nr 36, s. 15.

[26] Trojanowski Krzysztof, Świnie w kinie. Film w okupowanej Polsce, Warszawa 2018, s. 21.