„(…) skoro grupa ludzi na szczycie może sprawić, że na co dzień pojawiają się złe wiadomości, to my wszyscy możemy sprawić, że kiedyś pojawią się też dobre”[*] – czy Yes-Meni mogą naprawić świat?

Małgorzata Bazan

IX Liceum Ogólnokształcące im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie
i Liceum Filmowe w Warszawie

Adresat zajęć: uczniowie szkoły ponadgimnazjalnej i ponadpodstawowej.

Rodzaj zajęć: język polski, godzina wychowawcza, wiedza o kulturze.

Cel ogólny zajęć: Uczniowie i uczennice doskonalą umiejętność analizy i interpretacji filmu.

Cele szczegółowe:

Uczeń:

  • zna dokument/mockumentary Andy’ego Bichlbauma i Mike’a Bonanno pt. Yes-Meni naprawiają świat;
  • analizuje kadry filmowe na poziomie dosłownym i symbolicznym;
  • rozpoznaje główne wątki i motywy w filmie oraz interpretuje je w kontekście wydarzeń historycznych;
  • poznaje pojęcia: alterglobalizm, culture jamming;
  • dostrzega rolę i siłę oddziaływania nowych mediów w dzisiejszym świecie;
  • wypowiada się na temat dzieła kultury;
  • dostrzega podobieństwo tematyczne między filmem a tekstem T. More’a Utopia;
  • pracuje w grupie i dyskutuje, zajmując stanowisko.

Metody pracy: analiza i interpretacja filmu, informacji prasowych, tekstu literackiego, elementy heurezy, dyskusja.

Formy pracy: praca z całą klasą, praca w grupach, praca indywidualna.

Środki i materiały dydaktyczne: film A. Bichlbauma i M. Bonanno pt. Yes-Meni naprawiają świat; karty pracy w załącznikach.

Słowa kluczowe: alterglobalizm, culture jamming, nowe media, szum informacyjny, utopia, mockumentary.

Bibliografia:

  1. Gawor, Antyglobalizm, alterglobalizm i filozofia zrównoważonego rozwoju jako globalizacyjne alternatywy [w:] Problemy Ekorozwoju, nr 1 (2006), ss. 41–48
  2. More, Utopia, Lublin 1993.

Czas trwania: 2 godziny lekcyjne + projekcja filmu.

Przebieg zajęć:

1. Nauczyciel rozpoczyna lekcję od analizy kadrów filmowych (ZAŁĄCZNIK NR 1) i prosi o ich interpretację w kontekście wątków filmowych. Pyta, z jakimi „sprawami”, problemami łączą się te kadry, co w pomysłach Yes-Menów jest uderzającego, dziwnego, nietypowego.

Pomysły Andy’ego Bichlbauma i Mike’a Bonanno są kontrowersyjne, nietypowe, szalone i wydają się również niepoważne. Szkielet miał być maskotką firmy, która na jednym z sympozjów zaproponowała program do obliczania ryzyka śmierci pracowników przed rozpoczęciem inwestycji. Innym razem autorzy filmu informują zebranych, iż robią świece z ludzkiego tłuszczu, co jest doskonałym rozwiązaniem w czasach kryzysu paliwowego. Trzeci kadr pokazuje kapsuły ratunkowe przygotowane dla bogatych ludzi na wypadek globalnej katastrofy (w tym ataków terrorystycznych). Bichlbaum i Bonanno pokazują biznesmenom, menedżerom rzeczy, które są po prostu absurdalne i nikt nie powinien ich brać poważnie, a już na pewno akceptować. Tymczasem zebrani najczęściej są zainteresowani kupnem, inwestycją, wymieniają wizytówki, zadają pytania. Posługując się groteską, parodią, absurdem, satyrą, obnażają tak naprawdę system, w którym ludziom chodzi jedynie o zyski, w którym nie ma miejsca na wrażliwość, empatię i wszystko to, co nazywamy człowieczeństwem. Nazwa grupy, Yes-Meni, również jest przewrotna, to „potakiwacze”, czyli ci, którzy pozornie zgadzają się na rozwiązania wprowadzane przez ludzi zamożnych.

2. Nauczyciel dzieli klasę na kilkuosobowe grupy. Każdej z nich wręcza fragment tekstu o tzw. sprawie Dow Chemicals (ZAŁĄCZNIK NR 2), prosi o przeczytanie, a następnie zreferowanie. W rozmowie podkreśla zaniedbania firmy, ignorowanie zasad bezpieczeństwa, ogólne przyzwolenie na nieprzejmowanie się wypadkami i zagrożeniami ludzkiego życia, skalę zniszczeń i niskie odszkodowania. Nauczyciel pyta, dlaczego katastrofa chemiczna w Bhopalu wzbudza zainteresowanie autorów filmu i kim oni są, po czym wprowadza pojęcie: ruch alterglobalistyczny.

„Jałowość antyglobalistycznych wystąpień (manifestujących się najczęściej formą ulicznych »zadym«) wobec obiektywnego charakteru globalizacji, jak również dostrzeżenie pozytywnych stron jej procesów, spowodowało w ostatnich latach złagodzenie antyglobalistycznego protestu. Zjawisko to przybrało postać ruchu alterglobalistycznego, który nie jest już skierowany przeciw samej globalizacji, ale przeciwko pewnej jej bezdusznej, czysto ekonomicznej wersji, pozbawionej społecznej wrażliwości. (…) Przedstawiciele alterglobalizmu reprezentują mozaikę postaw ideologiczno-światopoglądowych; rekrutują się oni ze środowisk pacyfistycznych, ekologicznych, feministycznych, anarchistycznych, socjalistycznych czy nawet komunistycznych. Płaszczyznę jednoczącą te zróżnicowane ugrupowania wytycza odruch niezgody na skutki neoliberalizmu oraz postulaty zreformowania aktualnego kierunku przemian globalizacyjnych w imię uwzględnienia humanitarnego wymiaru zachodzących przekształceń współczesnego świata. »Alterglobalizm jest sposobem myślenia o tym, jak przebiegać ma globalizacja, żeby służyła człowiekowi« — piszą polscy alterglobaliści, dodając: »Nie negujemy zjawiska globalizacji jako takiego. Uważamy, że mogłaby służyć ludziom, powinna służyć rozpowszechnianiem praw obywatelskich, praw człowieka i praw pracowniczych«. Programowo alterglobalizm, po pierwsze, sprzeciwia się praktykowanej w łonie globalizacji redukcji opisu i oceny rzeczywistości jedynie do wymiaru ekonomicznego, sprowadzającej się do odnotowywania w skali makro wskaźników wzrostu, deficytu czy inflacji. Po drugie, altergobalizm wyraża niezgodę na »koniec polityki« — poddania rynkowi wszystkich obszarów życia społecznego, szczególnie sfer edukacji, kultury, służby zdrowia, ubezpieczeń czy opieki społecznej. Laureat ekonomicznej Nagrody Nobla 2001, autor słynnej pracy Globalization and its discontent, J. Stiglitz, stwierdza: »Rynkowy fundamentalizm zakłada, że rynek może rozwiązać wszelkie problemy, a to błąd. Neoliberalna globalizacja i brak bezpieczeństwa socjalnego prowadzą do wzrostu przemocy w świecie«. Stąd wynika obrona przez alterglobalistów państwa, jako instytucji mającej reprezentować interesy członków tej wspólnoty z jednej strony, z drugiej zaś, postulat globalnych regulacji prawnych i politycznych, mających na celu kontrolę rynków finansowych. Po trzecie, (…) brać pod uwagę szeroki zakres celów społecznych, takich jak zapewnienie wszystkim ludziom podstawowych praw ekonomicznych (godna płaca i warunki pracy), ochrona środowiska naturalnego czy wreszcie promowanie modelu zrównoważonego rozwoju w krajach III świata. Po czwarte, alterglobalizm z uznaniem odnosi się do skutków »rewolucji informatycznej«. Przepływ informacji (…) jest warunkiem budowy społeczeństwa obywatelskiego, tworzenia struktur bezpośredniej demokracji i pośredniego kontrolowania wszelkich gospodarczo-politycznych projektów. Dla alterglobalistów ów swobodny przepływ informacji jest zresztą głównym środkiem społecznego oddziaływania”[1].

3. Rozmowa z uczniami i uczennicami na temat wykorzystania narzędzi nowych mediów — wypisanie na tablicy działań, które pojawiły się w filmie, np.:

  • zakładanie fałszywych stron internetowych,
  • podszywanie się pod przedstawicieli firm,
  • składanie w telewizji i podczas konferencji zobowiązań w imieniu różnych firm,
  • wpływanie na rynki światowe,
  • przechwytywanie kanałów komunikacji należących do firm, koncernów, których działalność budzi sprzeciw,
  • tworzenie medialnych spektakli (np. przebieranie się, odpowiednia charakteryzacja),
  • wydawanie fałszywych gazet (tu: „New York Times”), które zawierają wyłącznie optymistyczne wiadomości (gazeta marzeń o świecie, który nie istnieje).

Wprowadzenie pojęcia: Culture jamming.

„Culture jamming (zagłuszanie fal kultury czy zagłuszanie kultury) charakteryzowane jest często jako forma działalności publicznej, będącej w opozycji do komercjalizmu oraz wszelkiej idei kreowania kultury korporacyjnej. Powyższa definicja jest jednak również zbyt wąska, aby objąć wszystkie działania określane jako culture jamming. Culture jamming czasem wymaga transformacji mass mediów, aby ich własnymi środkami komunikacji w ironiczny bądź satyryczny sposób skomentować sposób ich działania. Do celów culture jammingu zaliczyć można:

  • »Dobry ubaw« (i zachęcanie do tego innych) kosztem dominujących nurtów społecznych — zdaniem culture jammerów wielu z ich dostawców bierze siebie zbyt poważnie. Nawet sami culture jammerzy mogą się stać ofiarą »zakłócania«, jeśli ich działania stają się równie zinstytucjonalizowane i pozbawione humoru jak oryginalne obiekty zainteresowania culture jammingu.
  • Rozbudzenie poczucia fascynacji najbliższym środowiskiem życia zainspirowane przez zamierzoną dwuznaczność technik culture jammingu, które w założeniu mają pobudzać zdolność do samorefleksji i niezależnego myślenia.
  • Ukazywać sprzeczności między wizerunkami ikonicznymi, praktykami lub postawami, a realiami bądź postrzeganym jako negatywny aspektem danego przedmiotu, który stanowi obiekt zakłócania. Działania takie wykonywane są często w sferze symbolicznej, dzięki »przechwytywaniu« (detournement) elementów popularnej ikonografii.
  • Prowokowanie do zaangażowania obywatelskiego oraz nawiązywania więzi społecznych”[2].

4. Nauczyciel rozdaje uczniom i uczennicom dwie karteczki post-it różnego koloru. Prosi, aby indywidualnie ocenili, czy Yes-Meni postępują słusznie, czy ich działania są nieetyczne. Swoje zdanie powinni poprzeć argumentem, który zapiszą na kartce (ustalamy np., że kartki koloru zielonego popierają działania Yes-Menów, kartki czerwone — nie) i nakleją ją na tablicy. Wspólnie odczytujemy argumenty i komentujemy. Przedstawiamy też wyniki tego nietypowego głosowania.

5. Prowadzący rozdaje fragmenty tekstu Utopii Tomasza More’a (ZAŁĄCZNIK NR 3), prosi o ich przeczytanie i podkreślenie cytatów, które zdaniem uczniów i uczennic pasują do poglądów Yes-Menów. Następnie nauczyciel pyta:

  • Czy Andy Bichlbaum i Mike Bonanno to współcześni utopiści?
  • Czy ich walka ma jakikolwiek sens?
  • W jakim celu starają się poruszać świat?
  • Czy można ich porównać do marzycieli?

Nauczyciel prosi też o skomentowanie słów Yes-Menów, które padają w filmie: „(…) skoro grupa ludzi na szczycie może sprawić, że na co dzień pojawiają się złe wiadomości, to my wszyscy możemy sprawić, że kiedyś pojawią się też dobre”.

6. Na zakończenie nauczyciel odwołuje się do gatunku analizowanego filmu i pyta, czy jest on dokumentem czy mockumentary. Uczniowie powinni zauważyć, że Andy Bichlbaum i Mike Bonanno nakręcili dokument, ponieważ wydarzenia, o których opowiadają, są prawdziwe. Bichlbaum i Bonanno rzeczywiście opowiedzieli o swojej działalności. Jednak w wielu momentach posługują się absurdem (np. kiedy cegła-wiadomość wpada przez okno), kpiną (np. kiedy pytają ludzi, z którymi przeprowadzają wywiady, na jakim tle chcieliby wystąpić, a potem umieszczają obrazy ośmieszające rozmówców), przerysowują stylistykę dokumentu (np. wiele jest ujęć z ręki, pojawia się nawet kamera umieszczona w okularach Andy’ego). Wszystko to daje efekt komizmu i wzmaga krytykę współczesności.

ZAŁĄCZNIK NR 1

Kadry z filmu Yes-Meni naprawiają świat[3]

ZAŁĄCZNIK nr 2.

Grupa nr 1

Dow Chemical stanie przed sądem w Indiach w związku z katastrofą w Bhopalu

„— Najwyższy czas, aby korporacja Dow stanęła przed sądem i odpowiedziała za działalność firmy Union Carbide, którą przejęła — powiedziała Weronika Rokicka, koordynatorka kampanii Amnesty International Polska. Od 13 lat amerykański gigant chemiczny Dow Chemical broni się przed poniesieniem odpowiedzialności wobec ofiar tragedii w Bhopalu. W 2001 roku Dow Chemical przejął Union Carbide Corporation (UCC), korporację amerykańską, która była głównym udziałowcem firmy zarządzającej fabryką w Bhopalu w momencie katastrofy. UCC do tej pory ignorowało wezwania do stawienia się przed sądem. Wydane 4 sierpnia [2014 r. — uzupełnienie M. Bazan] wezwanie to jasny sygnał, że Dow Chemical, jako właściciel UCC, ponosi odpowiedzialność za to, że UCC unika wymiaru sprawiedliwości. W tym roku obchodzimy 30 rocznicę wycieku toksycznego gazu, w wyniku którego zginęło 22 tysiące ludzi, a ucierpiało razem ponad 570 tysięcy. Setki tysięcy ludzi w Bhopalu ma poważne uszkodzenia zdrowia w związku z zanieczyszczeniem środowiska. Zanieczyszczenie, szczególnie wody, to wciąż poważne zagrożenie dla mieszkańców. Fabryka stoi opuszczona od momentu tragedii. Wezwanie, wydane dzisiaj przez sąd w Bhopalu, to trzecia próba pociągnięcia korporacji Dow Chemical do odpowiedzialności. Ostatnie wezwanie nie zostało poprawnie dostarczone w lutym br. Teraz firma ma pojawić się przed indyjskim wymiarem sprawiedliwości 12 listopada.

— Zarówno dla władz Indii, jak i Stanów Zjednoczonych ważne jest, by doprowadzić Dow Chemical przed sąd. W przeciwnym razie gigant dalej będzie mógł ignorować odpowiedzialność wobec setek tysięcy ofiar katastrofy — dodała Weronika Rokicka. Dow Chemical nie bierze na siebie odpowiedzialności za tragedię, tłumacząc, że UCC jest osobną firmą. Dow Chemical próbowała także wpływać na toczącą się sprawę sądową, żeby uniknąć jakiegokolwiek w niej udziału. W 2005 roku dzięki ustawie o dostępie do informacji ujawniono, że Dow Chemical lobbował władze Indii, by odstąpiły od działań na rzecz pociągnięcia do odpowiedzialności firm, które nie pochodziły z Indii, a miały udział w sprawie. W zamian Dow Chemical proponował wzrost inwestycji w Indiach”[4].

Grupa nr 2

„Katastrofa w Bhopalu wydarzyła się w godzinach nocnych 3 grudnia 1984 w centrum miasta Bhopal w Indiach, w stanie Madhya Pradesh. Wskutek wypadku doszło do uwolnienia 40 ton izocyjanianu metylu w postaci gazu z fabryki pestycydów firmy Union Carbide. Według władz rządowych stanu Madhya Pradesh, w momencie katastrofy zmarło 3787 osób, a kilka tysięcy doznało trwałego uszczerbku na zdrowiu. Dane BBC mówią o około 3 tysiącach osób zmarłych natychmiast i 15 tysiącach w wyniku powikłań po kontakcie z uwolnioną substancją. Według ocen organizacji Greenpeace zmarło 20 tysięcy osób.
Katastrofa w Bhopalu jest obecnie uważana za najtragiczniejszą w skutkach awarię przemysłową.

Katastrofa, skutki i następstwa

Krótko po północy, 3 grudnia 1984,  zbiornik E 610 zawierający 43 tony gazowego izocyjanianu metylu (MIC) uległ rozszczelnieniu, uwalniając toksyczny i cięższy od powietrza gaz, który rozprzestrzenił się po podłożu na sąsiednie rejony.

Ponad pół miliona ludzi było narażonych na kontakt z substancją. Około 20 tysięcy zmarło, 120 tysięcy doznało szkód na zdrowiu, takich jak zaburzenia oddychania, nowotwory, uszkodzenia płodów, oślepienie i inne. Ponad 50 tysięcy osób stało się niezdolnych do wykonywania zawodu z powodu powikłań.

W czasie paniki spowodowanej wypadkiem wielu ludzi zostało stratowanych podczas ucieczki, a system komunikacyjny miasta uległ całkowitemu załamaniu.

Główną przyczyną śmierci lub poważnych obrażeń był obrzęk płuc. Typowe symptomy zatrucia izocyjanianem metylu to kaszel, duszności, ból klatki piersiowej, łzawienie, obrzęk powiek, utrata przytomności. Po 24–72 godzinach od ekspozycji następuje porażenie pracy płuc, zatrzymanie akcji serca i śmierć. Wskutek reakcji zawartości zbiornika ze składnikami atmosfery powstały także inne trujące gazy, takie jak fosgen czy cyjanowodór, które także odegrały znaczącą rolę w katastrofie.

Informacja o substancji toksycznej nie została podana przez Union Carbide, lecz sekcja zwłok ofiar tragedii ujawniła w ich narządach liczne zmiany charakterystyczne dla zatrucia cyjankami. Liczne badania, prowadzone blisko pięć lat, udowodniły, iż osoby, które poniosły szkody na zdrowiu, cierpią na częściowe lub całkowite oślepienie, uporczywe problemy z oddychaniem, zaburzenia systemu trawiennego, osłabienie systemu odpornościowego, zaburzenia na tle nerwowym oraz problemy z menstruacją u kobiet. Odnotowano znaczny wzrost poronień, urodzeń martwych noworodków oraz genetycznych zaburzeń. Badania zlecone przez BBC w 2004 r. ujawniły wysokie skażenie wody pitnej pochodzącej z regionu fabryki, co jest dowodem na przenikanie substancji trujących do wód gruntowych”[5].

Grupa nr 3

Przyczyna katastrofy w Bhopalu

„Bezpośrednią przyczyną katastrofy było dostanie się wody do zawartości zbiornika wskutek nieszczelnej izolacji (woda pochodziła z pobliskiej instalacji konserwacyjnej). W wyniku zachodzącej reakcji substancji toksycznej z wodą, nastąpił gwałtowny wzrost temperatury płynnej zawartości zbiornika (do ponad 200°C). Spowodowało to wzrost ciśnienia, które rozsadziło zbiornik, uwalniając zawartość do atmosfery.

Wielkość katastrofy była spowodowana nie tyle samą eksplozją, co ilością uwolnionej substancji. Izocyjanian metylu jest silnie toksyczną substancją, dawkę śmiertelną szacuje się na około 49,7 mg/m³ (…).

Sytuacja pracowników

Ograniczenia wydatków odbijające się na pracownikach i ich warunkach pracy:

  • Cięcia finansowe spowodowały rozluźnienie norm bezpieczeństwa i ograniczenie kontroli jakości do niezbędnego minimum. Drobnych przecieków nie tamowano, nie prowadzono szkoleń pracowników obsługujących produkcję i przechowywanie substancji niebezpiecznych. Brak było awansów, co powodowało gwałtowny spadek morale i poczucia odpowiedzialności własnej pracowników, a także przenoszenie najbardziej doświadczonych pracowników na inne rejony instalacji.
  • Władze kierownicze nakazywały korzystanie z instrukcji wyłącznie w języku angielskim, ignorując fakt, iż tylko kilka osób posługiwało się tym językiem w stopniu wystarczającym.
  • Skargi na cięcia oszczędnościowe były ignorowane przez pracodawcę. Jeden z pracowników został zwolniony po 15-godzinnym strajku głodowym. Przed katastrofą 70% pracowników zostało ukaranych za odchylenia od przepisów bezpieczeństwa pod naciskiem zarządu.

Sprzęt i przepisy bezpieczeństwa

Ograniczenia wydatków odbijające się na sprzęcie i przepisach bezpieczeństwa:

  • W 1999, podczas publicznej debaty w Indiach, wyszło na jaw, iż w przeciwieństwie do podobnej fabryki Union Carbide w USA, zakład w Indiach nie był przygotowany na możliwe zagrożenia. Nie było przygotowanych procedur bezpieczeństwa nastawionych na tego typu wypadek. Firma też nie zawiadomiła lokalnych władz o zagrożeniu i ilości przechowywanej substancji niebezpiecznej.
  • Urządzenia alarmowe zbiornika izocyjanianu metylu nie pracowały od 4 lat.
  • Aby obniżyć koszt energii, system chłodzenia zaprojektowany do zabezpieczenia przed ulatnianiem się izocyjanianu metylu był ustawiony na 20°C, a nie jak nakazywała instrukcja na 4,5°C. Dodatkowo, część chłodziwa była używana w innym miejscu, do chłodzenia innej instalacji.
  • Praktycznie dowolny instrument pomiarowy na instalacji, odpowiedzialny za bezpieczeństwo, był niewłaściwie wykonany lub zaprojektowany. Wewnętrzne dokumenty Union Carbide wspominały o zagrożeniu katastrofą, lecz nic nie zrobiono w kierunku jej uniknięcia”[6].

Grupa nr 4

„Amerykańska firma Union Carbide, do której należała fabryka w 1984 r., kiedy doszło do jednej z największych katastrof przemysłowych w historii, twierdziła, że zanieczyszczenia zostały usunięte. Wielkie sprzątanie w 1998 r. miała zakończyć firma, która przejęła tereny fabryki. Jeszcze w 2009 r. ówczesny minister środowiska Jairam Ramesh, podczas wizyty w Bhopalu, trzymając garść ziemi, powiedział zebranym: »Patrzcie, trzymam to i jeszcze żyję«.

Trzecie pokolenie odczuwa skutki

— Jeszcze przed katastrofą teren był skażony, składowano tu wszystkie odpady, bo tak było taniej. Wszystko poszło w wody gruntowe. Sprzątanie po wybuchu było fikcją. Tyle niezależnych raportów zostało już opublikowanych. Zresztą wystarczy spojrzeć na naszych pacjentów — mówi Rachna Dhingra z kliniki Sambhavna. Klinika leży w samym środku slumsów JP Nagar, które od fabryki dzieli zaledwie ulica.

— My już nie leczymy tylko bezpośrednich ofiar katastrofy. My leczymy ich dzieci. A teraz jeszcze trzecie pokolenie — dodaje Dhingra i wskazuje na kilkuletnie dzieci w poczekalni. Z badań Sambhavny wśród mieszkańców JP Nagar wynika, że jedno dziecko na dwadzieścia pięć urodzeń ma wady genetyczne, co jest dziesięć razy wyższym wskaźnikiem niż średnia krajowa. (…) Dzieci mają trudności z poruszaniem się, wiele cierpi na porażenie mózgowe. Są też opóźnione w rozwoju umysłowym — tłumaczy.

Zaskoczenie

Rashida Bee przyznaje, że trzydzieści lat temu nawet nie wiedziała, iż obok jej domu stoi groźna fabryka chemiczna.

— Tamtej nocy obudziły mnie kaszlące dzieci w drugim pokoju. Otworzyłam drzwi, żeby wpuścić powietrze, a do środka wsączył się biały dym — opowiada, dodając, że zdziwił ją zapach palonych papryczek chili. W Bhopalu czasami pali się w ogniskach chili, żeby odpędzić złe duchy (…).

— Na ulicach był chaos. Martwi ludzie leżeli wszędzie — opowiada Abdul Jabbar, który tamtej nocy organizował pomoc, najpierw w miejskim szpitalu. — Lekarze mieli pełne ręce roboty, ale sami nie wiedzieli, co się dzieje. Potem poszliśmy szukać żywych na ulicach; zajmowałem się tym kilka dni — opowiada. Jabbar był wolontariuszem, bo, jak mówi, nie było zorganizowanej akcji ratowniczej. Syreny w fabryce wbrew procedurom szybko umilkły. — Dopiero potem dowiedzieliśmy się, że to nie był nieszczęśliwy wypadek, ale coś, co musiało się tam wydarzyć — dodaje”[7].

Grupa nr 5

„W 1989 r. podpisano ugodę między rządem Indii a Union Carbide. Firma miała zapłacić 470 mln dol. — Kwota jest skandalicznie zaniżona, przecież na początku nasz rząd oszacował odszkodowania na 3,3 mld dol. Warunkiem ugody było zrezygnowanie z postawienia zarzutów kryminalnych amerykańskiemu zarządowi, dlatego przed negocjacjami Indie specjalną ustawą zagwarantowały sobie wyłączność na reprezentowanie ofiar — tłumaczy Sarangi.

Szef firmy, Warren Anderson, został nawet na chwilę zatrzymany w Indiach, ale szybko go zwolniono. Zdaniem Sarangiego rząd nie chciał zniechęcić innych zagranicznych firm przed inwestowaniem w Indiach.

— Tak wysokie odszkodowanie oznaczałoby, że w takim kraju jak Indie trzeba się liczyć z zasadami bezpieczeństwa — podkreśla Dhingra. Jak dodaje, ta sama firma wypłacała indywidualne milionowe odszkodowania w USA, a ofiara katastrofy w Bhopalu mogła liczyć średnio na kilkaset dolarów.

— Przede wszystkim od samego początku zaniżano liczbę ofiar — uważa Jabbar, którego organizacja niemal od początku katastrofy walczy o sprawiedliwość dla ofiar. Pierwsze oficjalne dane ledwo przekroczyły 2 tys. osób. Po wielu latach ustalono, że w dniu wybuchu zmarło ok. 5 tys., a w kolejnych tygodniach — 15 tys. osób.

— Ale liczba osób bezpośrednio dotkniętych katastrofą, które potem długo umierały i teraz umierają, może sięgać pół miliona — ocenia Jabbar”[8].

ZAŁĄCZNIK NR 3

„Wyspa Utopia ciągnie się w pasie środkowym, najszerszym, na dwieście tysięcy kroków; znaczna jej część niewiele jest węższa i od środka stopniowo zwęża się ku punktom końcowym. Kształt całej wyspy przypomina ćwiartkę Księżyca (…). Ten wielki jakby basen wypełnia woda morska, lecz ponieważ otaczające go półkolem wybrzeże stanowi dobrą osłonę od wiatrów, przeto te masy wód robią wrażenie raczej spokojnego jeziora niż rozhukanego morza. Całe wgłębienie tworzy z tej strony wyspy jakby jeden rozległy port i umożliwia okrętom przybijanie do brzegu w każdym punkcie, co jest bardzo dogodne dla mieszkańców (…).

Władza księcia jest dożywotnia, chyba że budzi on podejrzenie, jakoby dążył do tyranii. Traniborów wybierają corocznie, lecz nie zmieniają ich bez ważnego powodu. Wszystkich innych urzędników zastępuje się po roku nowymi. Co trzy dni, a czasem w miarę potrzeby częściej, schodzą się traniborowie na narady z księciem; omawiają sprawy państwowe i jeśli są jakieś spory prywatne — zdarza się to bardzo rzadko — rozstrzygają je w krótkim czasie. Na każdym posiedzeniu senatu obecni są dwaj syfogranci, każdego dnia inni. Prawo wymaga, aby wniosek, dotyczący spraw ogólnopaństwowych, wpierw omawiany był przez trzy dni w senacie, zanim pójdzie pod głosowanie i stanie się uchwałą. Zbieranie się poza senatem i zgromadzeniem publicznym w sprawach ogólnych podlega karze śmierci. Te postanowienia zmierzają do tego, aby uniemożliwić sprzysiężenie się księcia z traniborami, narzucenie narodowi tyranii oraz zmianę konstytucji (…).

Czas wolny między godzinami pracy, snu i posiłków każdy może zużytkować według swego upodobania; nie znaczy to jednak, by wolno mu było marnować czas na głupstwa i próżniactwo, przeciwnie, godziny wolne od pracy powinien z pożytkiem poświęcić jakiemuś innemu zajęciu odpowiednio do swego zamiłowania. (…) najczęściej na kształceniu się naukowym. Codziennie bowiem rano przed wschodem słońca odbywają się wykłady publiczne, na które obowiązkowo uczęszczają tylko wybrani (…), poza tym jednak mnóstwo mężczyzn i kobiet bez względu na zawód uczęszcza dobrowolnie na różne wykłady (…). Lecz jeśliby ktoś w tych wolnych chwilach wolał doskonalić się w swym rzemiośle, nikt mu w tym nie przeszkadza (…), chodzi tu o ludzi niezdolnych do żadnego myślenia naukowego (…).

Otóż w Utopii (…) praca fizyczna trwa krócej, a jednak zapewnia ogólny dostatek. (…) wobec obfitości wszystkich środków do życia urzędnicy zatrudniają niekiedy w razie potrzeby wielką ilość ludzi przy naprawie uszkodzonych dróg publicznych; gdy zaś tego rodzaju roboty są niepotrzebne, zapowiadają publiczne ograniczenia czasu pracy (…). Przecież głównym celem całego ustroju społecznego Utopii, obok zaspokojenia koniecznych potrzeb ogólnych, jest zapewnienie wszystkim obywatelom jak największej ilości czasu, aby, oderwawszy się od trosk materialnych, mogli swobodnie poświęcać się kulturze duchowej. W tym bowiem upatrują życie szczęśliwe (…).

Całe miasto podzielone jest na 4 równe części. W środku każdej dzielnicy jest rynek, gdzie można wszystko dostać. Tutaj zwozi się do składnic dorobek pracy wszystkich rodzin, a potem sortuje się wyroby i przechowuje się w magazynach. Każdy ojciec rodziny przychodzi tu i prosi o to, czego on sam bądź też jego rodzina potrzebuje, i otrzymuje bez pieniędzy czy jakiegoś innego wynagrodzenia. Dlaczegoż bowiem miano by czegoś odmawiać im, skoro wszystkiego jest pełno i nie ma obawy, aby ktoś zażądał więcej, niż potrzebuje? Bo i któż przypuszczałby, że człowiek mający pewność, iż nigdy nie zabraknie mu niczego, będzie żądał rzeczy niepotrzebnej. I rzeczywiście obawa, aby w przyszłości nie być czegoś pozbawionym, jest tą przyczyną, która sprawia, że wszystkie stworzenia są chciwe lub drapieżne, jedynie zaś w człowieku szczególnym powodem chciwości jest jeszcze pycha; ona to właśnie budzi w nim fałszywą ambicję, aby starał się zabłysnąć przed innymi nadmiarem bogactw (…).

(…) w Utopii pod żadnym pozorem nie wolno oddawać się próżniactwu i lenistwu. Nie ma tam ani jednej winiarni czy piwiarni, ani domu rozpusty, nie ma żadnej sposobności do zepsucia, żadnych brudnych nor ani tajemnych schadzek. Ciągły dozór publiczny zmusza wszystkich bądź do ustalonej zwyczajem pracy, bądź do przyzwoitej rozrywki. W ślad za takimi obyczajami całego społeczeństwa musi iść dostatek, a ponieważ z tego dobrobytu korzystają wszyscy równomiernie, przeto w Utopii nie wiedzą, co to jest biedny lub żebrak”[9].

[*] Credo Yes-Menów.

[1] Leszek Gawor, Antyglobalizm, alterglobalizm i filozofia zrównoważonego rozwoju jako globalizacyjne alternatywy [w:] „Problemy Ekorozwoju” nr 1 (2006), ss.41–48.

[2] Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Culture_jamming

[3] Kadry z filmu wykonane przez autorkę scenariusza zajęć.

[4] Artykuł (odnoszący się do katastrofy z 3 grudnia 1984 r.) opublikowany został 5 sierpnia 2014 r. Dostępny jest na: https://amnesty.org.pl/dow-chemical-stanie-przed-s%C4%85dem-w-indiach-w-zwi%C4%85zku-z-katastrof%C4%85-w-bhopalu/

[5] Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_w_Bhopalu

[6] Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_w_Bhopalu

[7] Źródło: https://wiadomosci.wp.pl/30-lat-po-katastrofie-w-bhopalu-ludzie-wciaz-cierpia-6027696138790017a

[8] Ibidem.

[9] Tomasz More, Utopia, Lublin 2005, ss.59–80.

tytuł: Yes-Meni naprawiają świat
rodzaj/gatunek: dokumentalny
reżyseria: Andy Bichlbaum, Mike Bonanno
scenariusz: Andy Bichlbaum, Mike Bonanno
zdjęcia: Raul Barcelona
produkcja: Francja, USA, Wielka Brytania
rok prod.: 2009
czas trwania: 90 min.
Wróć do wyszukiwania