--Pewnego razu w listopadzie… (2017)

Pewnego razu w listopadzie… (2017)

Reż. Andrzej Jakimowski

Data premiery: 3 listopada 2017

Grzegorz Nadgrodkiewicz

Swymi poprzednimi filmami Andrzej Jakimowski przyzwyczaił nas do kina z mocnym akcentem poetyckim, lekko nostalgicznego, raczej dalekiego od publicystycznej doraźności. Jego najnowsza produkcja – choć nadal nosi wyraźne cechy swoistego stylu autorskiego – w pewnym stopniu ma już charakter interwencyjny, jest osadzona w konkretnym czasie i przestrzeni, podejmuje tematy ważkie społecznie i w ostatnim czasie szczególnie mocno dyskutowane.

Zasadniczą linię fabularną filmu wyznacza mała warszawska odyseja dwójki głównych bohaterów – matki i syna, którzy po dramatycznej, niezawinionej eksmisji z jednej ze stołecznych kamienic tułają się po mieście w poszukiwaniu schronienia. Próby nocowania w altankach ogródków działkowych – z uwagi na jesienno-zimową porę – są ostatecznością. Również w kolejnych noclegowniach nie udaje im się zatrzymać na dłużej ze względu na psa, którym opiekuje się kobieta. Wreszcie jej syn, Marek, wynajduje dla nich miejsce w squacie. Jednak i ta „przystań” nie okaże się dla nich bezpieczna, a pozory odnalezionego spokoju legną w gruzach w związku z wydarzeniami w dniu manifestacji z okazji Narodowego Święta Niepodległości 11 listopada.

Jakimowski postawił na aktualność tematu, a z tym zawsze wiąże się pewne ryzyko artystyczne (vide Smoleńsk Antoniego Krauzego). W tym świetle trudno ocenić, czy istotniejsze było dla niego wyakcentowanie kwestii skandalicznie przeprowadzanej reprywatyzacji warszawskich nieruchomości, czy też niepokojącej eskalacji nastrojów wiążących się z fałszywie pojętymi zachowaniami patriotycznymi, które w upiorny sposób upostaciowały się w słynnej już manifestacji w centrum Warszawy 11 listopada 2013 roku (do filmu włączono dokumentalne zdjęcia tych wydarzeń zrealizowane przez Tomasa Rafę). Można bowiem odnieść wrażenie, że reżyser chciał w kreatywny sposób wykorzystać gotowe już materiały dokumentalne i niejako na siłę dołączył je do perypetii eksmitowanych bohaterów. W efekcie tego wątek „chuligański” do pewnego stopnia rywalizuje z przejmującą historią tułaczki Marka i jego matki. Owszem, w finale filmu dodaje tej historii krańcowego dramatyzmu, ale jednak w pewnym sensie osłabia jej wymowę (tzw. prywatyzacja warszawska sama w sobie wydaje się przecież doskonałym tematem na film). W tym kontekście świetnym posunięciem reżysera było wprowadzenie do fabuły wątku psa. Dzięki temu Jakimowski mógł nie tylko uzasadnić odmowy przyjęcia bohaterów do kolejnych przytułków czy wzmocnić rys psychologiczny matki, ale też legitymizować „doposażenie” narracji w sekwencje „rozrób” manifestujących warszawiaków. W pewnym momencie pies bowiem ginie, a szukający go Marek jest zmuszony wmieszać się w tłum manifestantów i od środka zobaczyć ich furię oraz chuligańską agresję.

Nawet jeśli te narracyjne niedostatki będą dla widza źródłem pewnego dyskomfortu odbiorczego, to z pewnością – paradoksalnie – wynagrodzi je strona wizualna filmu. Paradoksalnie, ponieważ Warszawa jest tutaj fotografowana w sposób niesztampowy, z odrzuceniem całego stołecznego blichtru, a ukazaniem jej szarej, codziennej, często odstręczającej strony. Na tej samej zasadzie wrażenie robią sekwencje dokumentalne oddające żywiołowość tłumu, prawdziwe tętno miasta. Wielkim atutem filmu są również bezbłędnie poprowadzone role głównych bohaterów – Agaty Kuleszy (matka), która zdecydowała się na wyciszenie swych środków aktorskich i idealne ich zharmonizowanie w rysunku postaci dotkniętej tragedią i skrzywdzonej, ale mimo to zachowującej godność, wewnętrznie cichej, a także naturszczyka Grzegorza Palkowskiego (Marek), który swą bezpretensjonalnością dodaje granemu bohaterowi autentyzmu i – by ująć to najprościej – prawdy. Świetne wyczucie co do kwestii obsadowych, a zwłaszcza doskonała ręka, jeśli chodzi o dobór aktorów niezawodowych (także w poprzednich filmach), to z pewnością jedne z największych autów Jakimowskiego jako reżysera.

Jeśliby chcieć pokusić się o przyznanie temu filmowi tzw. gwiazdek typowych dla kolumny recenzenckiej, to w mojej ocenie dostałby ich mniej niż chociażby kapitalne Sztuczki sprzed dziesięciu lat. Jednak mimo wszystko film ten broni się w swym ogólnym kształcie artystycznym i jak najbardziej wart jest obejrzenia – szczególnie jako obraz zdający relację z tego, jak współcześnie kształtują się postawy patriotyczne, jak się wynaturzają bądź jak się odradzają (bardzo wymowna jest w filmie krótka scena, gdy matka wspomina synowi o wojennej przeszłości ich rodziny). Zapewne dla młodych widzów te właśnie kwestie będą bardziej zajmujące i sprowokują bardziej burzliwą dyskusję niż kwestia systemowej niesprawiedliwości wiążącej się z bandycką reprywatyzacją, chociaż ten właśnie problem uzyskuje w filmie Jakimowskiego wymiar niemal uniwersalny. Problem niezasłużonej eksmisji wydaje się tu bowiem tylko pretekstem do wskazania zagadnień natury ogólnej – stosunku do osób wykluczonych z najrozmaitszych powodów, nienawiści na tle narodowym czy społecznym, niechęci do Innego i strachu przed nim, agresji rodzącej agresję. Co ciekawe, odnosząc się do tych kwestii, Jakimowski nie wyznacza jasnej linii podziału, nie staje wyraźnie po żadnej ze stron. Z całym dramatyzmem odmalowuje oczywiście historię bohaterów wyrzuconych z mieszkania, ich tułaczkę po mieście, bezradność wobec przedstawicieli systemu (policji, urzędników, prawników), jednak nie odnosi się wrażenia, że reżyser jest w tym agresywny, oskarżający.

Być może w takim właśnie podejściu twórcy – by nawet na poziomie metanarracyjnym zaniechać agresji mogącej rodzić agresję – słychać echo tego, o czym najsilniej mówi Pewnego razu w listopadzie… W kulminacyjnym punkcie filmu, w przejmującej scenie, gdy dosłownie oko w oko stają dawni koledzy, a teraz oprawca i ofiara, widać to szczególnie wyraźnie – przyczyna dokonującego się zła nie tkwi w nas samych, ale w wypaczonej ideologii, patologiach systemu, wynikającej stąd znieczulicy. Gdy stajemy twarzą w twarz, wyrwani z tłumu, bez kominiarek, wraca czyste wspomnienie o właściwej więzi międzyludzkiej. Czy to banał?

tytuł: „Pewnego razu w listopadzie…”
gatunek: dramat
reżyseria: Andrzej Jakimowski
scenariusz: Andrzej Jakimowski
zdjęcia: Adam Bajerski, Tomas Rafa (sekwencje dokumentalne)
muzyka: Tomasz Gąssowski
obsada: Agata Kulesza, Grzegorz Palkowski, Edward Hogg, Jacek Borusiński, Damian Ul, Alina Szewczyk, Krzysztof Kiersznowski, Marek Probosz
produkcja: Polska
rok prod.: 2017
dystrybutor w Polsce: Kino Świat
czas trwania: 93 min

Wróć do wyszukiwania
2018-06-06T19:44:07+00:00 sobota, 4 Listopad 2017|Informacje: , |
Wielkość czcionki
Kontrast