--O ekologii w kinie w XXI wieku: od „Pokotu” do „Wolf Totem”

O ekologii w kinie w XXI wieku: od „Pokotu” do „Wolf Totem”

Kinga Dyndowicz

„I rzeczywistość odrodzi się na nowo” – to dla mnie najważniejsze zdanie z Pokotu Agnieszki Holland, pojawiające się w ostatniej scenie filmu. Jest najważniejsze, bo definiuje inny porządek świata. Inny od tego, który towarzyszy nam dzisiaj. W świecie, w którym ksiądz grzmi z ambony: „Czym byłaby przyroda bez mądrej ręki człowieka? Byłaby chaosem…”. Tak przynajmniej uważa filmowy ksiądz Szelest i już ten wątek stanowi doskonały pretekst do dyskusji. Co ciekawsze, dyskusji wykraczającej daleko poza filmowy kontekst.

Główna bohaterka ekranizacji powieści Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych to Janina Duszejko. Emerytowany inżynier mieszkający obecnie w małej miejscowości w Kotlinie Kłodzkiej, której sceneria w pierwszych scenach filmu wydaje się idylliczna. I bardzo przypomina otoczenie z mojego dzieciństwa w rodzinnej Naprawie na Podhalu. Otulone ciszą wieczory i poranki, gdy nad polami i lasami snuły się mgły… W filmie Agnieszki Holland i Kasi Adamik tę ciszę rozpruwa co chwilę huk wystrzałów. Powód to oczywiście polowania, a właściwie nadużycia i akty bestialstwa ze strony lokalnych myśliwych. To, co nazywane jest dzisiaj tradycją, widzimy jako zabawę kasty uprzywilejowanych, wierzących w wykrzywiony obraz świata, w którym człowiek jest panem wszelkiego stworzenia. Właśnie w ten sposób pokazują współczesne myślistwo twórczynie Pokotu. Kluczowe pytanie brzmi, czy mają do tego prawo? I to jest oczywiście pytanie, na które każdy z nas musi znaleźć odpowiedź sam. Przypuszczam, że będę stronnicza, jeśli wyznam, że ten kontrowersyjny obraz w pewnym sensie realizuje mój prywatny światopogląd. Czy jednak jest on prywatny? Chyba nie, bo chodzi przecież o świat, w którym żyje każdy z nas.

Agnieszkę Holland interesuje etyczny aspekt takich działań. Żyjemy przecież w XXI wieku. W centrum cywilizowanej Europy, która niestety uzależniła się od wygodnictwa i konsumpcjonizmu. Właśnie dlatego lansowany przez stulecia antropocentryzm staje dzisiaj moim zdaniem pod znakiem zapytania. My nie musimy przecież polować, nie chodzimy głodni. I jesteśmy w zupełnie innej sytuacji niż na przykład mieszkaniec tundry, dla którego jedyną szansą przetrwania ciągle jeszcze są renifery. To nomadowie żyjący tak, jak kilkaset lat temu wielcy myśliwi prerii. Jak Indianie, dla których symbolem życia były bizony, dostarczające człowiekowi pożywienie, odzież, narzędzia, materiał na budowę domu.

I tutaj wracamy do Janiny Duszejko. Wszystko dlatego, że w jej okolicy zaczyna dochodzić do brutalnych morderstw. Ofiarą pierwszego z nich pada kłusownik, kolejnymi są myśliwi będący równocześnie szanowanymi obywatelami lokalnej społeczności, choćby komendant policji. W tej rzeczywistości bohaterka filmu zaczyna się dusić. Decydującym momentem jest dzień, w którym giną jej ukochane psy. I znów pojawia się pytanie: czy mamy moralne prawo, by osądzać ludzi strzelających do bezbronnych zwierząt? Zupełnie nieoczekiwanie ten film stał się symbolem obecnego dramatu polskiej przyrody. Oczywiście, problem nie dotyczy wyłącznie polskiej sytuacji politycznej. Jednak dopiero teraz zyskał on wymiar hekatomby i z moralnego punktu widzenia jest barbarzyństwem. Aktem gwałtu na naturze. I właśnie dlatego Pokot jest filmem tak bardzo ważnym społecznie, co potwierdziła nagroda na ostatnim festiwalu w Berlinie.

Brawa dla Agnieszki Holland za odwagę. Za gest solidarności z tymi, którym odebrano prawo głosu. Również za gest solidarności z miłośnikami ekologii, którzy wierzą, że któregoś dnia rzeczywistość faktycznie „narodzi się na nowo”. Boleję tylko nad tym, że tego rodzaju proces będzie liczony w dekadach, bo mentalność człowieka wymaga dzisiaj wielopokoleniowych zmian. Problem, który musimy pokonać jest zakorzeniony w naszym kręgu kulturowym wyjątkowo głęboko. Wystarczy przywołać w tym momencie scenę, w której Janina Duszejko rozmawia z zabójcą swoich psów, a jego odpowiedź brzmi: „Zastrzeliłem, ale nie wiedziałem wtedy, że należą do Pani, odkupię.” I to wyznanie w pewnym sensie wyczerpuje temat. Dwie radosne suczki, które dla bohaterki były jedyną rodziną zostały potraktowane jak przedmiot. Szczekający dzwonek, który z powodzeniem można wymienić na nowy. To przedmiotowe traktowanie zwierząt uderza w filmie chyba najbardziej.

Przez długi czas unikałam Pokotu obawiając się drastycznych scen. Dzisiaj już wiem, że twórcy ograniczyli się do niezbędnego minimum, co w żadnym stopniu nie pozbawiło filmu sugestywności. Wręcz przeciwnie. Takie świadome dawkowanie trudnych emocji zawsze działa na mnie ze zdwojoną siłą, a każdy huk i wystrzał powoduje u widza przejmujący dreszcz.

Warto w tym momencie polecić wrażliwemu widzowi wstrząsający dokument Earthlings, którego narratorem jest aktor Joaquin Phoenix. Film, który mówi o tym, że wszyscy mieszkańcy naszej planety są Ziemianami. A zatem każda żywa i czująca istota, nie tylko człowiek, powinna mieć takie same prawa. W Mieszkańcach Ziemi są fragmenty, których nie byłam w stanie obejrzeć. Wykorzystywanie zwierząt domowych i gospodarskich w hodowlach przemysłowych, produkcja futer, doświadczenia laboratoryjne, polowania, cyrki, makabryczne „tradycje” w stylu corridy czy mordowania grindwali u wybrzeży Wysp Owczych. Rzeczy, które nie mieszczą się w głowie w XXI wieku… Zofia Nałkowska napisała w Medalionach: „Ludzie ludziom zgotowali ten los”. Ten cytat powinniśmy dzisiaj sparafrazować i dodać: „Nie tylko ludziom…”. Nigdy nie sądziłam, że 70 lat później te słowa będą ciągle aktualne. Wracając jednak do ostatniego dzieła Agnieszki Holland: do wydźwięku Pokotu bardzo pasuje, moim zdaniem, dramat zrealizowany w 2015 roku przez innego twórcę europejskiego. Ten film to Wolf Totem Jeana-Jacquesa Annaud. Obraz oparty na faktach, który dotychczas nie doczekał się polskiej premiery, a ja obejrzałam go dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionego internauty z USA.

Przyznaję, że przed dwoma laty o tej porze nie mogłam się doczekać jego obejrzenia. Intuicja podpowiadała mi, że to historia, która może być w jakiś sposób podobna do oscarowego Tańczącego z Wilkami w reżyserii Kevina Costnera. Z jedną podstawową różnicą; Totem wilka to nie Ameryka tylko Chiny. Od początku wiedziałam natomiast, że najważniejszymi bohaterami dramatu będą zwierzęta, a Annaud doskonale radzi sobie ze specyfiką takiego kina. Nigdy nie zapomnę, jakie wrażenie zrobił na mnie Niedźwiadek z 1988 roku. Znakomity francuski reżyser zawsze opowiada historie przejmujące i na swój sposób uniwersalne. Wystarczy przypomnieć ekranizację Imienia Róży Umberto Eco czy Siedem lat w Tybecie na motywach autobiografii Heinricha Harrera.

Akcja dramatu przenosi nas do końca lat 60. XX wieku. Chiński student, Chen Zen, zostaje wysłany do Mongolii Wewnętrznej, gdzie ma odpowiadać za edukację mieszkających tam nomadów, którzy nie zmienili swojego trybu życia od setek lat. Fascynujące są w filmie bezkresne przestrzenie, wschody i zachody słońca, piękno i majestat natury przy zmieniających się porach roku. Tym rytmem żyją tutejsze zwierzęta i żyją ludzie, wśród których znalazł się główny bohater. Ale ten świat jest zagrożony. Nakazem chińskich władz wszystkie wilki mają zostać zgładzone, bo rozrost ich populacji nie leży w interesie ekspansywnej polityki gospodarczej. Stajemy się świadkami ich eksterminacji. Metoda człowieka-prześladowcy jest straszna i przypomina to, co myśliwi nazywają „norowaniem”. To bestialskie mordowanie maleńkich szczeniąt. Młodych ukrytych w norze, w której przyszły na świat. Ale jesteśmy również świadkami cudownego ocalenia, bo Chen Zen ratuje i ukrywa jedno szczenię…

To tak naprawdę dramat o konfrontacji dwóch światów. Są w filmie sceny, które ogląda się ze ściśniętym gardłem. Gdybym wiedziała o nich wcześniej, być może, nigdy bym tego filmu nie obejrzała. Siłę tych scen potęguje fakt, że mamy do czynienia z historią, która wydarzyła się naprawdę. Wolf Totem jest ekranizacją powieści opartej na wątkach autobiograficznych. Autor książki to Lu Jiamin, który z obawy przed reakcją chińskich władz wydał książkę pod pseudonimem. Powieść okazała się bestsellerem i została przetłumaczona na 30 języków. Polskiego wydania jak na razie nie było. Być może to zadecydowało o tym, że film nie doczekał się polskiego dystrybutora. Na dodatek nomadowie mówią tutaj w swoim ojczystym języku, co być może uznano za zbyt niszowe. Jestem tym faktem zdziwiona, bo ten film to dowód na to, że cały czas możliwy jest renesans epickiego widowiska z naturą w tle. Takie założenia przyświecały twórcom od samego początku, o czym świadczy również realizacja w wersji 3D dla kin IMAX.

Na koniec dodam, że moja intuicja co do porównań z Dances With Wolves mnie nie zawiodła. Analogii jest tutaj wiele. Film wpisuje się również w międzynarodową debatę inicjowaną od lat przez liczne organizacje ekologiczne i prozwierzęce. Organizacje stawiające znak równości między człowiekiem i światem przyrody, w którym każda żywa istota ma prawo do swojej wolności i przestrzeni. Nie wspominając o prawie najważniejszym – prawie do życia. I chyba właśnie dlatego widzę jego silne pokrewieństwo z Pokotem.

2017-06-01T11:42:10+00:00
Wielkość czcionki
Kontrast